Jordania 2011: śladami Nabetejczyków ku najpiękniejszej pustyni świata

Spotkanie z Arkiem Pawełkiem nad Morzem Martwym w Jordanii. – Wodę serwuje nam dziewczyna z Filipin. W kuchni krzątają się Egipcjanie, Pakistańczycy są kierowcami ciężarówek. Polacy, Chorwaci, Niemcy, Belgowie pełnią funkcje menedżerskie.

Nowoczesne stosunki zatrudnienia

Filipińczycy pracują tu za 100 EUR miesięcznie. Do ręki. Bez większych formalności i trudności oraz kwitów mogą podejmować zatrudnienie. Jeżeli chcą zostać i pracować dłużej, ponoszą opłatę administracyjną liczoną za każdy dzień ponad czas zadeklarowany przy ubieganiu się o wizę. To swoisty podatek. Jedyny chyba dla wykonujących zwykłe prace cudzoziemców.

 

Nowoczesne stosunki zatrudnienia charakteryzują się brakiem formalizmu.
Dobra praca za umówiony zarobek wypłacany terminowo co tydzień budują zaufanie, jakże ważne w stosunkach pracy. Niepotrzebne są opasłe teczki personalne, stosy umów, regulaminów, kwitów, oświadczeń, druczków. Jeżeli pracodawca nie jest uczciwy, pracownicy go opuszczają i ma problem. Niepotrzebny jest nieskuteczny inspektor pracy. W mojej 12-letniej praktyce reprezentowania pracodawców przed inspektorami pracy mogę postawić śmiałą tezę: Jak pracodawca chce oszukać pracowników, to może to zrobić zgodnie ze skomplikowanym prawem: może wyłączyć stosowanie prawa pracy stosując tzw. umowy śmieciowe. Pomogą mu one także nie płacić składek socjalnych i podatków za zatrudnionych. I wszystko zgodnie z literą prawa. Inspektor pracy może poradzić pracownikowi pozwanie pracodawcy, ale to wiąże się z koniecznością zapłacenia pełnomocnikowi „pod stołem”, bo za stawkę zasądzaną przez sąd nikt nie chce się naginać za pracownika. Wiąże się to też z wieloletnim procesem, gdzie po drugiej stronie jest zawodowiec wyspecjalizowany w niszczeniu pracownika przed sądem. Sprawę rozstrzyga często sfrustrowany niskimi zarobkami sędzia. Istniejący system ochrony pracownika jest patologiczny i zakłamany. Tworzy się dla ludzi wykonujących często ciężką pracę złudzenie, że ktoś ich chroni. W rzeczywistości są zdani na łaskę i niełaskę pracodawcy. Tak jest na całym świecie. Tylko po co tworzyć niepotrzebne złudzenia wydając na to ogromne środki w postaci pensji kilkudziesięciu tysięcy urzędników, ogromnych nakładów na infrastrukturę, która te złudzenia tworzy (opasłe budynki inspekcji pracy, orgie na szkoleniach wyjazdowych urzędników etc.). Czyż nie lepszy jest system funkcjonujący na całym świecie: zamiast iść do sądu pracy, do inspekcji pracy, zamiast się handryczyć, niezadowolony z pracy lub ze swego pracodawcy pracownik na całym świecie po prostu wymienia pracodawcę, podejmując nowe zatrudnienie. Długość kontraktu, jego treść są przedmiotem uzgodnień ustnych. Zaufanie jest przedmiotem każdego stosunku kontraktowego, a stosunku pracy w szczególności. Bez elementarnego zaufania między pracownikiem, a pracodawcą nie ma lewych L4, urlopów na żądanie, robienia na złość pracodawcy i strajków włoskich. Tworzenie nowych przepisów prawa pracy, także tych europejskich komplikuje jeszcze bardziej sytuację pracowników, którzy migrują. Okazuje się, że w wielu sprawach polski sąd rozstrzygający indywidualny spór pracowniczy musi rozstrzygać na podstawie prawa obcego, nie mając o tymże prawie zielonego pojęcia. Często musi zapytać o zdanie Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu, co powoduje, że prosty spór np. o zapłatę wynagrodzenia jest trudno rozstrzygalny, dla pracownika bardzo drogi, a rozstrzygnięcie najczęściej nie ma miejsca lub jest pozbawione jakiegokolwiek racjonalnego elementu. Gdy czytam w prasie zapowiedź polskiego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, że umowy śmieciowe będą w ciągu 3 lat przedmiotem regulacji ogólnoeuropejskiej, chce mi się śmiać. Będzie jeszcze bardziej skomplikowanie. A może Europa na tym właśnie polega. Realizuje się plan ograniczania przywilejów pracowniczych komplikując prawo, uniemożliwiając jakąkolwiek skuteczną reakcję pracownika na niegodziwość pracodawcy?

 

Nowoczesne stosunki zatrudnienia charakteryzują się brakiem wiary w systemy zabezpieczenia społecznego.
Nikt naświecie nie łudzi się, że w sferze zabezpieczenia na wypadek starości liczyć można tylko na siebie i na bliskich. Pracownicy w ogromnej części naszego globu nie podlegają żadnej ochronie emerytalnej. Tworzą oni rodziny, mają dzieci, które są najlepszym sposobem zabezpieczenia. Nigdzie poza Europą nie funkcjonuje pojęcie płacy brutto, która ma się nijak do tego, co pracownik faktycznie ma do dyspozycji na koniec tygodnia lub miesiąca pracy, po tym jak zaspokoi żarłocznego fiskusa, zusa i inne fundusze, których przeznaczenie jest mgliste. Pracodawca nigdzie na świecie, poza zdemoralizowaną i zakłamaną Europą, nie ma na głowie setek formalności związanych z naliczaniem, pobieraniem i odprowadzaniem składek, opłat i podatków od wynagrodzeń. Kalkulacja pracodawcy na całym świecie jest prosta:

koszt związany z zatrudnieniem = wynagrodzenie + ewentualnie nocleg + ewentualnie wyżywienie

W Polsce kalkulacja jest taka:

wynagrodzenie + część składki emerytalnej finansowanej przez pracodawcę + część składki rentowej finansowanej przez pracodawcę + składka wypadkowa finansowana przez pracodawcę + PFRON + FGŚP + ZFŚP + FP + część składki emerytalnej finansowanej przez pracownika + część składki rentowej finansowanej przez pracownika + składka zdrowotna + składka chorobowa + PIT + ewentualnie nocleg + ewentualnie wyżywienie.

Konwulsji człowiek dostaje czytając to wszystko. Wyliczanka francuska czy belgijska jest o 4-5 linijek dłuższa.

Brak umów, deklaracji, notyfikacji, zgód, zezwoleń, zeznań, powoduje ogromną elastyczność i swobodę w zakresie podejmowania decyzji o zatrudnieniu. Pracodawca nie zastanawia się tygodniami czy zatrudnić grupę pracowników. Nie musi tworzyć nie wiadomo jak skomplikowanych kalkulacji związanych z hipotetycznymi chorobami, urlopami na żądanie. Nie musi konsultować swych zamiarów z bandą prawników, podatkowców i zusowców, pefronowców i innych doradców.

W ostatnich tygodniach dużo podróżuję służbowo po Europie Zachodniej. Francuski pracodawca, by ustalić rzeczywisty koszt zatrudnienia pracownika, musi jego pobory netto powiększyć o ok. 100-150%. To składki socjalne i inne opłaty, nie wliczając w to podatku od wynagrodzeń, który pracownik odprowadza sam na koniec roku. Belgijski pracodawca powiększa netto pracownika o ok. 150-200%!

W całej Europie teczka pracownicza składa się z kilkudziesięciu kartek (sporej wielkości segregatorek), nie licząc opasłych tomów regulaminów, statutów oraz innych dokumentów, które archiwizowane są poza teczką pracowniczą lub wysyłane do urzędów.

Kryzys spowodował, że europejscy pracodawcy są zastraszeni. W Belgii, Francji, Niemczech za brak jakiegokolwiek świstka w papierach wymierzane są wielotysięczne (euro) kary administracyjne.

To wszystko powoduje, że ogromną popularnością cieszą się pracownicy tymczasowi delegowani na Zachód Europy przez polskie firmy.

Miesiąc temu rząd ogłosił raport, z którego wynika, że większość młodych ludzi w Polsce zatrudniona jest w oparciu o tzw. umowy śmieciowe. Są to różne tzw. elastyczne formy zatrudnienia, takie jak praca tymczasowa, umowy zlecenia, umowy o dzieło, samozatrudnienie. Zastanawiam się tylko, dlaczego państwo nazywa te umowy śmieciowymi? Dlaczego państwo poniża większość młodych ludzi sprowadzając ich do roli śmieci? Dlaczego Państwo szkaluje pracodawców, którzy przecież stosują prawidłowo przepisy obowiązujące na terenie Polski? Przedstawiciele państwa nie są uprawnieni do takiej oceny przesiąkniętej bandyckimi frazesami. Nie kto inny, jak tylko rząd, mający w dodatku za sobą większość parlamentarną może zmienić rzeczywistość poprzez np. ograniczenie lub ucywilizowanie pracy tymczasowej, poprzez likwidację umów cywilnoprawnych lub poprzez zrównanie ich w zakresie podatków i innych obciążeń parafiskalnych z umowami o pracę.

Z drugiej strony wiedzieć trzeba, że czyniąc to, rząd zrealizuje marzenie zachodnioeuropejskich polityków o likwidacji elastyczności na polskim rynku pracy i tym samym o zmniejszeniu atrakcyjności Polski jako miejsca, gdzie ulokowano dużą część europejskiej produkcji przemysłowej. Właśnie elastyczność jest jednym z naszych niewielu atutów. Jeżeli zostanie ona zniesiona, a na przedsiębiorców nałożone zostaną wyższe obciążenia fiskalne, parafiskalne i administracyjne, to nieuchronnie Polska szybko dogoni Europę Południową, z jej brakiem infrastruktury, zwiększającymi się ciągle oczekiwaniami społeczeństwa i ze spadającą produktywnością. Polska będzie wtedy już tylko i wyłącznie miejscem zbytu towarów oraz rezerwuarem taniej siły roboczej dla fabryk zlokalizowanych w Niemczech i Francji.

Producenci mebli, samochodów, żywności, w sytuacji, gdy polski rynek pracy przestanie być elastyczny, a obciążenia dla firm zbliżą się do poziomu zachodnioeuropejskiego, wybiorą na miejsce produkcji te lokalizacje, które dysponują lepszą infrastrukturą drogową, kolejową, energetyczną.

Cel forsowanej ostatnio polityki gwałtownego postępu integracji europejskiej, stworzenia rządu europejskiego, zharmonizowania podatków, składek socjalnych i polityk finansowych państw członkowskich UE jest jasny: spowodować szybkie przeniesienie produkcji z powrotem do Europy Zachodniej i Północnej. Jest to polityka niebezpieczna dla Polski. Sprowadzi ona nasz kraj do roli dostawcy taniej siły roboczej. Polska ze swoją mizerną infrastrukturą nie będzie w stanie konkurować z krajami zachodniej Europy, takimi jak Francja i Niemcy.

Także dla samej Unii Europejskiej ta polityka oznacza katastrofę w przeciągu kilkunastu lat. UE przestaje być konkurencyjna. Stanie się ona skansenem pełnym starych i jeszcze zamożnych ludzi. Europę czekają ogromne napięcia o charakterze demograficznym. Tłumy młodych Europejczyków bez perspektyw będą domagać się swoich praw paląc banki, odmawiając tłumnie spłaty kredytów i wychodząc na ulicę.

W niemieckiej telewizji w głównych wiadomościach wieczornych pojawia się informacja, że rząd Dolnej Saksonii za 3 mln euro kupił nielegalną kopię danych 3000 niemieckich klientów jednego z banków w Luksemburgu. Szef związków zawodowych inspektorów skarbowych z dzikim i zawistnym uśmiechem na twarzy zapowiada łapanki wśród przedsiębiorców i zamożnych ludzi. Opowiada z pianą na ustach, jakie to ciężkie kary spotkają tych, którzy transferują pieniądze za granicę.

Kilka dni temu na naradzie w Paryżu widzę zestresowanych członków zarządu francuskiej firmy. Kilka dni wcześniej o świcie wpadli do ich domów uzbrojeni po zęby urzędnicy skarbowi. Podobna akcja miała miejsce w kwaterach ich pracowników wydelegowanych do Francji z Polski. Przyczyną nie było wyprowadzanie pieniędzy za granicę, morderstwo, ale rutynowa kontrola i podejrzenie istnienia we Francji zakładu podatkowego. Polska spółka-córka w dobrej wierze odprowadzała podatki w Polsce. Urzędnicy francuscy gestapowskimi metodami próbują udowodnić, że powinna była to uczynić we Francji.

Na zachodzie Europy prowadzenie biznesu przestało być znośne. Przedsiębiorcy są nękani kontrolami. Gdy patrzę na zacnego pana W. przypominam sobie, jak kilka lat temu poznałem wyluzowanego, zadowolonego z życia i pracy menedżera i współwłaściciela sporej firmy, która dawała pracę tysiącu ludziom w Niemczech i w Polsce. Od kilku lat człowiek nękany jest kolejnymi kontrolami w swojej ojczyźnie-Niemczech. Urzędnicy i banki nie dają mu żyć. Postarzał się, brak w nim wigoru. Od kilku lat radzę mu, by wszystko rzucił i wyjechał do bezpiecznego kraju. Nie ma moim zdaniem sensu pracować tylko po to, by zaspokajać urzędy i banki. Osobiste względy nie pozwalają mu na rzucenie wszystkiego. Wykończy się chłop.

Ludzie przedsiębiorczy w zachodniej Europie masowo opuszczają swe miejsca zamieszkania, zmieniają jurysdykcje podatkowe. We Francji, Belgii, Niemczech zapanował strach. Kraje te powprowadzały ostatnio exit tax – drakoński podatek należny w momencie, w którym przedsiębiorczy człowiek opuszcza swój kraj.

W zachodniej Europie zostaną tylko nieudacznicy życiowi, urzędnicy i klientela tamtejszych systemów socjalnych. Przedsiębiorczy Europejczycy zaczynają masowo porzucać swoje biznesy, przenosić je za granicę, także poza granice Europy. Zaczynają rozumieć, że trzeba żyć, korzystać z życia. Europa grzęźnie właśnie w socjalnym bagnie zadłużenia, z którego wyjścia nie ma.

A w Polsce? Boję się myśleć, co przedsiębiorczych ludzi czeka w perspektywie kilku lat. Rozwarstwienie społeczeństwa, które postępuje z ogromnym impetem, ogromne masy młodych ludzi bez perspektyw, ludzi zadłużonych po uszy i na pokolenia w bankach, ludzi wykonujących prace śmieciowe już wkrótce nie będą miały z czego żyć. Wzrośnie przestępczość, bandytyzm, zmniejszy się i tak niska już jakość usług świadczonych przez państwo za nasze podatki. Infrastruktura ugrzęźnie i życie stanie się zdecydowanie mniej komfortowe, niż dziś. Za kilka lat przedsiębiorczych ludzi czeka w Polsce trauma, którą zaczynają przeżywać ich koledzy z zachodniej Europy. Czas się okopać.

 

Jordania

Petra jest już opisana po wielokroć. Cóż więcej pisać o Petrze? - Cud świata. Zasłużony. Poza tym Jordania to mizerne wybrzeże morza martwego. W pięciu hotelach kilkuset starych zdemoralizowanych Francuzów, Niemców i Szwajcarów okłada się błotem i onanizuje wchodząc do słonej wody.

 

Na kolana!

Prawdziwym odkryciem i doznaniem jest Wadi Rum. Doznaniem estetycznym, mistycznym. Najpiękniejsza pustynia świata. W marcu wracam do Jordanii. Właśnie tam.