MYŚLI BIEŻĄCE

Bukareszt, 11.01.2012. Jadę z lotniska na spotkanie w rumuńskiej agencji pracy tymczasowej. Wiezie mnie uśmiechnięty człowiek. Z przejmującą szczerością chwali się, że za komuny był szefem jednostki zwalczającej handel żywym towarem. Dzisiaj, na emeryturze jeździ starą dacią i dorabia jako kierowca w prywatnej agencji zatrudnienia. Przejście z sowieckiej epoki Caucescu do kapitalizmu. Branża ta sama.

Bukareszt, 11.01.2012. Kolacja w modnej restauracji Bukaresztu. Dyskutuję z francuskim przedsiębiorcą. Przekonuje mnie, że wysoki podatek od spadków jest zasadny. Spadkobierca fortuny nie będzie zdemoralizowany i nie będzie trwonił majątku zgromadzonego przez pracowitych przodków. Albo na bazie tego majątku zbuduje prosperujące przedsięwzięcie, które będzie przynosiło zyski i pozwoli na opłacenie podatku albo będzie zmuszony sprzedać majątek komuś, kto go dalej poprowadzi. Mówi mój rozmówca, że demoralizujące jest inwestowanie zarobionych pieniędzy w nieruchomości. Źle jest dla gospodarki, jeżeli wielu ludzi chce być i staje się rentierami. Z jednej strony betonuje to układ majątkowy, istnienie na rynku wielu ludzi, którzy dorobili się majątku, powoduje, że takie dobra jak nieruchomości drożeją i nie są dostępne dla szerszych mas. Tezy te są prawdziwe w zachodniej Europie. Trudno jednak z drugiej strony prowadzić taką dyskusją będąc pierwszym pokoleniem, które jest na dorobku. Próbę zamachu lub próbę kwestionowania zerowego opodatkowania spadków i darowizn między bliskimi młody ojciec i szef dobrze prosperującej firmy uważa za bezpardonowy zamach na własność. W młodych gospodarkach przedsiębiorcy inwestują w nieruchomości i często wydają pieniądze budując na nich. Tworzą w ten sposób miejsca pracy, napędzają koniunkturę. W ten sposób napędzają gospodarkę. Optyka zmieni się w Europie środkowej w następnym pokoleniu, które  będzie korzystało z majątków zgromadzonych teraz i będzie je trwoniło. Jak zmusić nasze dzieci, by kontynuowały dobrowolnie bez przymusu fiskalnego dzieło rozpoczęte przez rodziców?  

Dyskusji przysłuchują się dwudziesto-trzydziestoletnie lolitki.- Młode i gniewne menedżerki zatrudnione w nowoczesnej firmie z branży IT w Bukareszcie. Jedna z nich chwali się, że ma prawie 1000 "znajomych" na portalu społecznościowym. Dziewczyny nie piszą maili, do wszystkiego używają platformy internetowej. Łyso mi się zrobiło. Ja od dwóch lat mam jakiś tam profil na facebooku, ale nie używam go, a zaproszenia od ludzi regularnie odrzucam. Mam wrażenie, że zostałem z tyłu. Świat pędzi, a ja zachowuję się i postępuję jak stary grzyb. Gdy się zwierzam z moich przemyśleń o nienadążaniu za światem dostaję policzek.  - "Nie, nie jesteś stary, między nami jest tylko 5 lat różnicy". Słowa te zabrzmiały w ustach roześmianej laseczki tak: "Dinozaurze, nie przejmuj się, wysyłamy Cię już do skansenu. Przegrywasz. Zostałeś w tyle." Pięć lat różnicy okazuje się ogromną przepaścią. Młodzi ludzie cenią doświadczenie, obycie, pewną profesjonalną rutynę. Ja w nich cenię entuzjazm. Obcowanie z młodymi ludźmi jest fundamentalne.  Precz ze starymi grzybami!

 

Proletariat - z łac.: ci, którzy do społeczeństwa nie wnoszą nic poza potomstwem