Paweł Smoleński (1959- )

  • Gdy Hamas przejął władzę, jego dzisiejszy szef, Ismail Hanija – jak go portretowano na zdjęciach – ważył może z siedemdziesiąt kilogramów. Minęły raptem cztery lata, a waży ze sto dwadzieścia. Wygląda jak czterech Hanijów sklejonych ze sobą: nalany, spasiony, nażarty. 

    Paweł Smoleński (1959- ) "Izrael już nie frunie (2005)"
  • Albo przetrwamy na ziemi Izraela, w tym na Zachodnim Brzegu, który niesłusznie nazywamy jest terytorium okupowanym, albo znikniemy. Lecz jeśli mamy zniknąć, nie odejdziemy sami. Nie, nie chodzi tu o klątwę, rzuconą przez umierających. Arabowie przełkną nas, a za chwilę zabiorą się za was. Po sobocie, szabacie, nadchodzi niedziela, chrześcijański dzień święty. Tak mówią, lecz wy nie chcecie tego słuchać. Jeśli zabraknie soboty, zniknie niedziela. Zostanie muzułmański piątek. 

    Paweł Smoleński (1959- ) "Izrael już nie frunie (2005)"
  • Zachód boi się muzułmanów, boi się wszystkich Arabów, bo po prostu nie ma w was silnej wiary. Pamiętaj, że kiedy odnajdziecie drogę do Boga, wasz strach zginie jak woda w pustynnych piaskach.

    Paweł Smoleński (1959- ) "Irak. Piekło w raju (2004)"
  • Możemy wygrać jeszcze sto kolejnych wojen. Z Palestyńczykami, Irakiem, Egiptem, Syrią, Iranem, Arabią Saudyjską. I za pewne wygramy je, co – bądźmy uczciwi – za pewne nic a nic nie zmieni. Ale – nie daj Bóg – przegramy sto pierwszą. Wtedy zmieni się wszystko, bo nas już nie będzie.

    Paweł Smoleński (1959- ) "Izrael już nie frunie (2005)"
  • Co takiego zmieniło się w Gazie? Zmienił się sposób plażowania i morskie kąpiele. Kiedyś było tak, że na plażę wylegały setki ludzi; faceci w szortach i klapkach, kobiety skromniej, żadnych tam bikini, chyba że były to Izraelki, które akurat przyjechały na weekend. Dziś w morzu też pluskają się tłumy, ale wszystko to jakieś inne, chłopcy ubrani w koszulki, dziewczyny w długich sukniach, szerokich spodniach i z zakrytymi włosami. Wyglądają jak rozbitkowie z jakiegoś statku zaskoczeni sztormem – i Bogiem a prawdą – są ofiarami burzy, tyle, że nie morskiej. Kiedyś było w Gazie kilkadziesiąt kin. Teraz nie ma ani jednego. Jakiś zmyślny biznesmen chciał wypełnić lukę i odtworzył salę kinową w budynku, gdzie jeszcze mieściła się klinika. Odbyło się może z pięć seansów. Przyszli brodaci, więc nie ma ani kina, ani kliniki. Jedno i drugie było niemoralne. Kiedyś były tu sklepy z ubraniami naśladującymi zachodnią modę. Zostało kilka w ciągłym strachu, że za chwilę brodaci powiedzą: „Nie wolno”. Były spacery po nadmorskiej promenadzie. Dzisiaj też są, ale raczej nie po zmroku, bo strach. Spacery jednopłciowe – sami faceci. Baby – tak się bardziej podoba brodatym - siedzą w domu. Kiedyś w Gazie nie było napadów. Dziś bandyci potrafią atakować nawet zamożniejsze domy; Hamasu bandyci nie obchodzą, pod warunkiem, że omijają ich z daleka.  Kiedyś córka Ahmeda mogła chodzić do szkoły z odkrytymi włosami. Dzisiaj to nie do pomyślenia. Kiedyś żona Ahmeda pracowała. Teraz – nie, bo Hamas znalazł sobie bardziej prawowierną. Kiedyś były tu sklepy z muzyką. Teraz nie ma, bo muzyka jest grzeszna. Były też w Gazie kawiarnie. Lecz gdy kilka podpalono, zaczęły znikać. 

     
    Paweł Smoleński (1959- ) "Izrael już nie frunie (2005)"
  •  

    Said nie ma racji, ale też ją ma. Racja Saida jest jak drzazga wbita pod paznokieć. - Tak się martwisz o żydowską własność, więc oddaj im to, co mieli w twoim kraju. Oddaj im domy, sklepy, fabryki. Niech wracają za morze, do Europy. Niech wreszcie idą do siebie. Nie chcesz oddać? I tu cię mam. Wasze krętactwo jest szyte bardzo grubymi nićmi. Daliście im Palestynę, bo nie chcieliście mieć ich u siebie. Przegnaliście ich, bo wam zawadzali. To nie my, Arabowie, pisaliśmy na drzewach kawiarni: „psom i Żydom wstęp wzbroniony”. To nie my kazaliśmy im naszywać na koszule Gwiazdy Dawida. To nie my urządziliśmy im Holocaust.
     
    Paweł Smoleński (1959- ) "Izrael już nie frunie (2005)"
  •  

    Walka islamu z Zachodem nie wynika z dyskryminacji, jakiej doświadczają Algierczycy we Francji, a Turcy w Niemczech. Nie jest to nawet funkcja antyamerykańskich fobii. To starcie wpisane w wersety Koranu: świat winien należeć do wyznawców Allaha, każdy inny rozwój wypadków jest błędem historii. Dziś wojna toczy się w Izraelu, jutro przeniesie się nad kanał La Manche lub w norweskie fiordy. Koran uczy swoich wojowników: jesteście zmęczeni, odpocznijcie krztynkę. Kiedy odpoczniecie, zaatakujcie znowu.
     
    Paweł Smoleński (1959- ) "Izrael już nie frunie (2005)"
  •  

    Ludzka natura ma w sobie diabelską przewrotność. Najbardziej nienawidzi się dobroczyńcy, najsilniej odpycha się tego, kto z własnej woli obdziela sowitymi datkami. Każdy mentor, patron i mecenas są siłą rzeczy tak potrzebni, jak odrzucani. Podobnie jest z narodami. A taki odrzucony, osamotniony naród jest skazany na cierpienie i upokorzenie. Nikt mu tak naprawdę nie pomoże.
     
    Paweł Smoleński (1959- ) "Izrael już nie frunie (2005)"
  • Mózg starego człowieka czepia się przeszłości, bo przyszłość, której nie zobaczy, nie ma żadnego znaczenia.

    Paweł Smoleński (1959- ) "Izrael już nie frunie (2005)"
  • Czym innym, jeśli nie korporacjami w wyniszczającym zwarciu są Izrael i Autonomia? Wiadomo, że jedna drugiej nie zabije, nie przejmie aktywów i długów, nie wyrzuci na bruk pracowników. Więc dlaczego, do jasnej cholery, szefowie tych korporacji nie siądą naprzeciw siebie, nie ustalą stref wpływów i się nie dogadają?

    - No właśnie, Henriku, dlaczego?
    - Bo jakie korporacje, tacy szefowie. W Tel Awiwie i w Ramallah. Szefowie wierzący w cuda i w siły nadprzyrodzone, nawiedzeni marzyciele, a nie pragmatycy. Nie potrafią liczyć zysków i strat. Nie planują przyszłości.
    W Ameryce każda rada nadzorcza by takich szefów zwolniła. Tu nie, nie w tym zwariowanym kraju, gdzie nadprzyrodzone jest ważniejsze od realnego, gdzie każdy zasłania się wolą Boga, a mądrość czerpie ze Świętych Ksiąg zamiast z podręczników zarządzania. Gdzie jeszcze w dwudziestym pierwszym wieku ludzie spierają się, kogo Najwyższy umiłował szczególnie, komu dał prawo do tej ziemi?
    A jeśli Najwyższego nie ma? Może być i tak, a wtedy spór traci sens. Co z tego wynika? Nic, gdyż tu spór istnieje dla samego sporu. Jaka jest różnica – mam odpowiedzieć – między rabinami a palestyńskimi szejkami? Żadna. Jedni i drudzy są siebie warci.
     
    Paweł Smoleński (1959- ) "Izrael już nie frunie (2005)"
  • Jesteśmy aroganccy – mówi Ari – ale bierze się to z poczucia braku bezpieczeństwa, z ciągłego zagrożenia. Jeśli czujesz się bezpieczny, nie musisz być agresywny.

    Paweł Smoleński (1959- ) "Izrael już nie frunie (2005)"
  • Gdy na Bliskim Wschodzie ludzie mówią o pokoju, mają na myśli coś innego, niż na przykład w Europie. Szaron mówi o „pokoju bezpiecznym”, ale pokój zawsze niesie niebezpieczeństwo, bezpieczniej jest wrogów zabić. Palestyńczycy mówią o „pokoju sprawiedliwym”, ale pokój jest kompromisem, a kompromis to odpuszczenie własnych racji, więc jest niesprawiedliwy. Arafat i były premier Izraela Ehud Barak mówili „o pokoju odważnych”. Odważnym ludziom pokój nie jest potrzebny, odważni strzelają, wysadzają się w powietrze, rzucają koktajle Mołotowa. Na dodatek bliskowschodni dialog wygląda jak dwa mijające się monologi. Każda ze stron jest przekonana, że druga myśli w taki sam sposób. Izraelczycy twierdzą, że wiedzą, czego chcą Palestyńczycy. Wymyślają sobie wirtualnych Palestyńczyków. A Palestyńczycy szukają wirtualnych Izraelczyków.

    Paweł Smoleński (1959- ) "Izrael już nie frunie (2005)"
  • Palestyńczycy protestowali przeciwko budowie muru, wykazując, że w wielu miejscach staje on na ich ziemi. Te racje podzielił trybunał w Hadze, uznając, ze budowa jest sprzeczna z prawem międzynarodowym. W 2003 roku ukazał się pierwszy izraelski raport opisujący konsekwencje budowy muru dla Palestyńczyków i dla całego Zachodniego Brzegu. Mówiono w nim, że nie idzie tylko o podział ziemi i naruszenie prawa własności gruntów. Mur – czytamy w raporcie – oddzieli dzieci od szkół, pacjentów od szpitali i lekarzy, rolników od pól, pracowników od warsztatów i fabryk. Czyli, że życie przed murem i z murem to będzie zupełnie inne życie. 

    Paweł Smoleński (1959- ) "Izrael już nie frunie (2005)"
  • Łatwo zaprosić diabła do domu, lecz trudno go wygonić.

    Paweł Smoleński (1959- ) "Izrael już nie frunie (2005)"
  • Jeszcze przez kilka lat po tym jak w 2005 roku Ariel Szaron zabrał żydowskich osadników z Gazy, zostały po nich foliowe tunele rozpięte na stalowych rusztowaniach i plątanina czarnych rurek, z których na ziemię kapała woda. Rosły tam drobniutkie pomidory, podobno najlepsze na całym Bliskim Wschodzie, cienkie, lekko kosmate ogórki, fioletowe bakłażany i mnóstwo kwiatów. Po Izraelczykach tunele przejęła prywatna firma. Dawała pracę kilkunastu tysiącom Palestyńczyków; obok warzywnictwa chciała rozwijać hodowlę. Był taki czas, również pod władzą Autonomii Palestyńskiej, kiedy Strefa słynęła z rolnictwa. 

    – Aż pewnego dnia, już po przewrocie z 2007 roku, kiedy Hamas zbrojnie przejął kontrolę nad Strefą, przy pomidorach pojawiali się jego ludzie – opowiada Ahmed wodząc palcem po satelitarnych zdjęciach Strefy Gazy, na których jeszcze widać foliowe tunele. – Powiedzieli, że lepiej poprowadzą uprawy choć nie mieli o tym zielonego pojęcia. Zaczęła znikać folia, ktoś rozbierał metalowe rusztowania. Po co? Nikt nie wiedział.
    - Ktoś rozkradł wszystko? – spytałem.
    - Hamasu nie można okraść, chyba, że ktoś okrada sam siebie. W jeden sezon firma poszła z torbami, tysiące rodzin straciło jedyne źródło utrzymania. 
     
    Paweł Smoleński (1959- ) "Izrael już nie frunie (2005)"
  • Gdy organizacja charytatywna zajmuje się, dajmy na to – budową wodociągów, co znaczy, że nie ma bezpośredniego styku z żadnym rozdawnictwem – brodaci wejdą do jej biura i tylko przepatrzą papiery, podsuną kandydata do pracy, być może kapusia. Lecz jeśli gospodarzy darami – niech to będzie tylko ryż, olej i cukier – albo datkami finansowymi, poszperają wnikliwie. Organizacje charytatywne to potencjalna dojna krowa, a Hamas dojarka – przodowniczka pracy. 

     
    Paweł Smoleński (1959- ) "Izrael już nie frunie (2005)"