Solidarni, ale z kim? - Konrad Niklewicz, Waldemar Paś 17-03-2005

Oto plan związków zawodowych na najbliższe pięć lat: zachodnia firma, przenosząc produkcję do Polski, powinna zagwarantować polskim pracownikom pensje w wysokości co najmniej 60 proc. stawek w swoim kraju

Takie pomysły mają "Solidarność" i zachodnie związki zawodowe. Żądanie 60-proc. stawek ma dotyczyć na razie przemysłu mięsnego, ale w przyszłości mogłoby objąć inne branże.

- Dla nas korzystne byłoby, żeby partnerzy związkowi z innych krajów wpływali na pracodawców, by ci, otwierając produkcję w Polsce, stosowali wysokie stawki - mówi "Gazecie" Andrzej Adamczyk, sekretarz ds. międzynarodowych "S". - To byłoby także korzystne dla pracodawców. Bo zniknąłby zarzut nieuczciwej konkurencji.

Inwazja rzeźników?

"Mięsne porozumienie" mają podpisać w kwietniu w Brukseli "S" i kilka zachodnioeuropejskich związków. - Niektóre zachodnie firmy zastanawiają się nad przeniesieniem swoich zakładów do Polski. Nasz interes polega na tym, aby pracodawca, przenosząc produkcję do Polski, zapewnił pracownikom płace 60 do 70 proc. stawek, które płaci u siebie. Dziś w Polsce zarabiamy średnio 20 proc. tego, co na Zachodzie - mówi "Gazecie" Maciej Nawrocki, wiceprzewodniczący sekcji krajowej pracowników przemysłu mięsnego "S". Jego zdaniem ten cel zostanie osiągnięty w ciągu najbliższych pięciu lat.

Branża rzeźnicza stała się niespodziewanie jednym z głównych tematów publicznej debaty w Niemczech. O rzekomej inwazji tanich polskich rzeźników zabierających pracę Niemcom rozpisywała się tamtejsza prasa. Przeciwko pracownikom z Polski wypowiadali się zgodnie niemieccy związkowcy, kanclerz Gerhard Schröder oraz minister pracy i gospodarki Wolfgang Clement.

Zapisy "mięsnego porozumienia" są jednak tak radykalne, że wśród części związkowców pojawiły się wątpliwości. - Przesłaliśmy projekt do naszych prawników. Może on jest napisany zbytnio pod interes naszych zachodnioeuropejskich kolegów? - mówi Andrzej Matla z działku zagranicznego KK "S".

Interes europejski

Jednak "Solidarność" nie ma wątpliwości w innym punkcie, być może nawet ważniejszym. Związek domaga się, by polscy pracownicy zatrudnieni za granicą na zasadzie delegowania, bez względu na branżę, dostawali tam co najmniej płace minimalne. Nawet jeśli w danym kraju nie ma ustawowej płacy minimalnej, a tylko wynika ona np. z układów zbiorowych.

- Kierując się doraźnym celem, w konsekwencji moglibyśmy doprowadzić do erozji tamtejszych układów zbiorowych zawieranych przez związki i pracodawców - podkreśla Matla. - Musimy myśleć o interesie europejskim, a nie tylko naszym - dodaje.

Pracodawcy alarmują, że ten pomysł ma i drugą, dużo gorszą stronę: jego realizacja oznacza wycięcie polskich firm z rynku. Po co zatrudniać polskich specjalistów, skoro kosztują tyle samo ile lokalni?

- Jestem zdziwiony postawą polskich związków. Jeśli narzucimy na polskie firmy obowiązek stosowania płacy minimalnej, to zmniejszymy ich konkurencyjność. Koszt pracy stanowi bowiem niejednokrotnie 80-90 proc. wszystkich kosztów firm świadczących usługi za granicą - mówi Tomasz Major, prawnik, przewodniczący rady nadzorczej Izby Pracodawców Polskich, zrzeszającej polskich eksporterów. - Związkom powinno zależeć na tym, żeby jak najwięcej Polaków miało zatrudnienie za granicą.

Wcale nie dziwię się związkom zawodowym, że domagają się, by Polacy pracujący za granicą otrzymywali przynajmniej minimalne stawki płacy obowiązujące w danym kraju - podkreśla jednak Maciej Duszczyk, ekspert Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. - To ma swoje uzasadnienie w obowiązującym prawie unijnym. Związkowcom zależy więc na tym, żeby przepisy prawa nie były łamane. Bo jeśli Polak pracuje w kraju, w którym istnieje obowiązująca płaca minimalna, ale jej nie otrzymuje - to tak naprawdę pracuje nielegalnie.

Dumping czy nie

Zdaniem zachodnich związków zawodowych obecny napływ Polaków to dumping socjalny. - Jak możemy mówić o dumpingu socjalnym, skoro polscy pracownicy zatrudnieni np. w Szwecji zarabiają po 200-500 proc. więcej, niżby zarabiali w Polsce? I mają często zapewniony przelot, nocleg, wyżywienie i dojazd na miejsce pracy? - oburza się Major.

- Są kraje Europy, w których układy zbiorowe poszły tak daleko, że aż zaczęły krępować przedsiębiorczość - mówi Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych. - W wielu sektorach gospodarki zachodnioeuropejskiej doszło do tak wysokiego wzrostu kosztów płacy, że stały się one niekonkurencyjne na światowych rynkach. Tym bardziej że względną przewagę technologiczną Europa traci z każdym rokiem. A w przypadku Polski koszty pracy są naszą jedyną przewagą konkurencyjną. Nie mamy ani technologii, ani kapitału.