Himalaje Indyjskie 2013

Indie uświadamiają mi po raz kolejny, jak wygląda świat w XXI w.: my w Europie zmagamy się z niżem demograficznym. Prognozy demograficzne dla Polski na najbliższe 20-30 lat są zatrważające: wiele miast i regionów wyludni się nawet o 30% dzisiejszej populacji. Niemcy prowadzą poważne debaty o zapobieżeniu brakowi rąk do pracy. Jadąc przez Niemcy słyszę w radio nowatorskie pomysły tamtejszych urzędów pracy: przypominają one bezrobotnym, którym nie chce się pracować, o spotkaniach w sprawie ofert pracy. Czynią to używając maili, sms. Za wszelką cenę chcą dotrzeć do bezrobotnych.

Świat wygląda jednak inaczej. Na świecie jest boom demograficzny. Indie przodują w lidze państw, których społeczeństwa pączkują. Widać to na każdym kroku. Jeszcze kilka lat temu w Parku Narodowym Corbetta, przeważali biali turyści z Europy, dziś jesteśmy prawdziwkami wśród miejscowych. Stary przewodnik pokazujący nam park ubolewa nad tym faktem: KIEDYŚ PRZEWAŻALI CUDZOZIEMCY. Interesowali się przyrodą, delektowali się widokami. Teraz zostali wyparci przez miejscowych Hindusów: hałaśliwe watahy młodzieży i biznesmenów, które wybrały sobie piękny park narodowy jako miejsce pikniku. Nie ma już dla mnie miejsca na świecie. Przekonuję się o tym za każdym razem, gdy podróżuje po Azji. Wszędzie się czeka na miejsce: w hotelu, w taksówce, w górach, na lotnisku. Najczęstsza informacja to "fully booked today".Wszędzie w Azji Hindusi, Chińczycy, Koreańczycy. Brak miejsca jest utrapieniem w XXI w. Minęły czasy, kiedy podróżowało się z plecakiem i na bieżąco wybierało hotel, kwaterkę, park narodowy, bilet. Teraz wszystko trzeba rezerwować. Najlepiej z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Stary przewodnik w Corbett NP opowiada: teraz wszyscy szukają krótkich i spektakularnych wrażeń. Nikt nie zatrzymuje się, by popatrzeć na piękny pejzaż. Każdy chce zobaczyć tygrysa. W Himalajach przewodnik zestresowany, że zła pogoda. A dlaczego nie posiedzieć w namiocie na prawie 4tys. m. n. p. m., pomyśleć, pospacerować po okolicznych górkach? Koniec włóczenia się po świecie. Zgiełk powoduje, że podróżowanie przestało być intymne, odkrywcze. Teraz jest ciągłą walką o miejsce. Z wiekiem dość mam zgiełku, gonitwy. Chce spokoju. W moim raju na ziemi. Z bliskimi.

 

Himalaje: Kuari Pass. Wysokie Himalaje widziane z hal. Najpiękniejsze góry już widziałem: Ausangate w Andach, Gokyo Ri w Nepalu, Durmitor w Czarnogórze, Ruwenzori w Ugandzie, Tatry, Dolinę Markha w Indiach. Wszystko inne wydaje się szare, deja vu, nieciekawe. Także Kuari Pass. Nury najpiękniejsze już za mną: Sipadan, Manado. Po co jeszcze podróżować?

Początek monsunu na sawannie: o świcie długie burze, rzęsisty deszcz, dramatycznie przybiera wody w korytach rzek. Pospieszna ewakuacja. Jestem ostatnim gościem, który opuszcza park w czerwcu. Kolejni zjawią się dopiero w połowie listopada!

Droga z wysokich Himalajów na sawannę. W środku nocy kierowca zatrzymuje się przed barierką na drodze, którą łatwo uchylić. "Elefants. They are dangerous." Strach przed olbrzymami paraliżuje drivera. Objeżdżamy sawannę przez góry.

Wieśniacy pod Kuari Pass na kolanach szukają rzadkiego korzenia: każdego dnia znajdują jeden, dwa kilkucentymetrowe ziółka. Daje im to przyzwoity zarobek. Krawaciarze z Delhi płacą majątek za, podobno, życiodajny korzeń.

Piwo z meliny? - w miasteczkach, w Himalajach! Prohibicja spowodowana bliskością miejsc świętych i źródeł Gangesu napędza biznesik miejscowego kacyka.

Hinduska elita intelektualna spędza wakacje na łonie natury - z malutkim dzieckiem w namiocie w wysokich Himalajach: hołota bawi się hałaśliwie.

Muł na przełęczy. W dniu powrotu zwiał. Kucharz i pastuch gonią muła po przełęczach na wysokości 4500m n.p.m.

Cel na najbliższe lata: spośród wszystkich miejsc, które widziałem w ostatnich latach wybiorę najwspanialsze i pokażę je moim bliskim.